Wystawa w szkole – IX 2011 r.

Rocznica Powstania Warszawskiego [1944 – 2011] i wybuchu II wojny światowej [1939-2011]

Z dzieciństwa pamiętam Warszawę jako morze gruzów. Przyznam się panu, że gdy myślę o ponad stu pięćdziesięciu tysiącach warszawiaków, którzy zginęli w powstaniu, o zniszczeniu miasta, jego zabytków, o bezpowrotnej utracie dóbr kultury, to wiem, że staję przed problemem, którego nie da się ani łatwo rozstrzygnąć, ani przesłonić przemówieniem na rocznicowej akademii…I dlatego nie umiałbym lekceważyć słów kończących tekst Jana Sidorowicza: ” Tragedia Powstania Warszawskiego stała się lekcją i przestrogą dla społeczeństwa, które na szczęście zrozumiało to w październiku 1956 i w latach osiemdziesiątych. I aby to przesłanie było stale żywe w pamięci Narodu – proponuję, aby obchodzić rocznicę nie wybuchu, lecz UPADKU Powstania… To dzień 2 października winien być ustanowiony Dniem Pamięci Narodowej”.

W lutym 1945 roku, a wtedy wróciłem do Warszawy, spod przykrytych śniegiem ruin unosił się odór rozkładu dziesiątków tysięcy ciał. Przyszła wiosna. Rozpoczęły się ekshumacje. Coraz napotykałem szczątki moich znajomych, kolegów, co dzień od nowa przeżywałem ich śmierć. Z tym żyłem. I zgadzam się, że z perspektywy późniejszych doświadczeń, z perspektywy Października 56, kiedy na Warszawę ciągnęły sowieckie czołgi, i z perspektywy lat osiemdziesiątych, doświadczenie powstania okazało się przestrogą, lekcją samoograniczenia.

Ale żeby uzyskać taka perspektywę, trzeba było przeżyć, przetrwać do 1956 roku. To znaczy przeżyć wejście Armii Czerwonej i długie lata gnojenia tysięcy ludzi w więzieniach, katowanie, egzekucje. Pytanie o sens Powstania? Stawiałem je sobie szereg razy. Zadawali mi je też oficerowie gestapo, urzędnicy hitlerowskiej administracji, z którymi siedziałem w więzieniu: – Panie Bartoszewski, jak to jest? Bo że my siedzimy, to zrozumiałe, ale pan przecież z nami walczył… – Walczyłem. – Więc nie powinien pan siedzieć! – Ale siedzę!

Widzi pan, gdy 7 października 1944 r. opuszczałem Warszawę, wyposażeni w miotacze żołnierze niemieccy podpalali opustoszałe domy w Śródmieściu. Wykonywali wydany przez Hitlera wyrok zagłady na miasto. Parę kilometrów na wschód, po drugiej stronie Wisły stali Rosjanie. Stali tak od sierpnia 1944 r. do stycznia 1945 roku. Po latach zapoznałem się z tekstem przemówienia wygłoszonego przez Jana Nowaka-Jeziorańskiego w brytyjskim Ministerstwie Informacji 23 stycznia 1945 r. Jeziorański dopiero co przedostał się do Anglii, był pierwszym uczestnikiem powstania, jaki pojawił się w Londynie. Mówił o daremnych próbach nawiązania łączności ze sztabem sowieckim, o tym, że Komorowski ”Bór” powiadomił Rokossowskiego, że będzie musiał poddać się Niemcom, jeśli odsiecz nie nadejdzie w ciągu 24 godzin, odpowiedzią zaś było głuche milczenie, mówił o dowódcach i żołnierzach Armii Krajowej we Lwowie i Wilnie, którzy wierni rozkazom z Londynu i Warszawy wspierali Armię Czerwoną, a później przez tę samą Armię Czerwoną zostali rozbrojeni, uwięzieni i deportowani w głąb Rosji. Innymi słowy: Jan Nowak-Jeziorański wypowiadał prawdę naszego doświadczenia.

Potem, w PRL-u, nieraz słyszało się o antysowieckim charakterze powstania. Otóż byliśmy antysowieccy w tej dokładnie mierze, w jakiej Stalin zagrażał suwerenności i niepodległości Rzeczypospolitej. Niektórzy historycy mówią, że w rezultacie powstania zabrakło tysięcy ludzi, którzy mogliby budować nową Polskę. Czyli że gdyby powstanie nie wybuchło, to Stalin zmieniłby swe założenia strategiczne? A niby z jakiego powodu? Przypominam, że na kresach żołnierze AK byli więzieni, deportowani, zabijani jeszcze przed wybuchem powstania. Że między latem 1944 roku i latem 1945 roku wywieziono ze wschodniej Polski do Rosji kilkadziesiąt tysięcy ludzi, a część z nich już nie wróciła do kraju.

To była wypróbowana stalinowska metoda, której powtórzenie w Warszawie nie wymagałoby większego wysiłku. Jeżeli można deportować 50 tys., to równie dobrze można deportować 100 tys. albo i dwa razy więcej. A czy to nie wskutek powstania inna była polityka sowiecka wobec Litwy czy Łotwy, inna zaś wobec Polski? Nie, nie wiem, co by było, gdyby powstanie nie wybuchło. Nikt nie wie. Jałowe rozważania! Wiem, co było!

Michał Komar, Władysław Bartoszewski. Wywiad rzeka. (wybrany fragment)