Powstanie 1944 i 1 września 1939 r.

We wrześniu młodzież koła historycznego przygotuje w szkole wystawę poświęconą 73. rocznicy Powstania Warszawskiego i 78. rocznicy wybuchu II wojny światowej – agresji Niemiec hitlerowskich i Rosji stalinowskiej na Polskę.

4 września 1944 r. – a więc w połowie trwania Powstania Warszawskiego – do kwatery gen. Władysława Andersa przybył gen. Ludomił Rayski. Dowódca lotnictwa przedwojennej Polski. Mimo swojej wysokiej szarży i wieku – miał 52 lata – wziął osobiście udział w trzech lotach nad walczącą stolicę i brał udział w zrzucaniu zasobników dla walczących powstańców. Generał Ludomił Rayski cudem przeżył. Jego samolot powracał z misji osmalony i cały podziurawiony pociskami niemieckiej obrony przeciwlotniczej. Samoloty leciały z Włoch i z powrotem przez niemal pół Europy jeszcze kontrolowanej przez III Rzeszę, ponieważ nie mogły lądować na terenie zajętym przez Sowietów! Generał Władysław Anders podczas spotkania poprosił Rayskiego – jako naocznego świadka – aby przedstawił, jak przebiegają loty nad Warszawę i jaka sytuacja panuje w walczącym mieście. Generał Rayski nakreślił przerażający obraz. Był zdruzgotany skalą zniszczeń i hekatombą cywili, jaka dokonywała się w Warszawie. Nie ukrywał swojego krytycznego stosunku do dowódców AK, którzy wydali Niemcom bitwę na ulicach milionowego miasta. A następnie domagali się pomocy lotniczej, która nie mogła znacząco poprawić sytuacji powstańców, a kosztowała życie wielu dzielnych polskich pilotów.

Oto fragmenty wstrząsającego raportu gen. Ludomiła Rayskiego:

„…Warszawa przedstawia widok czerwonego, wypalonego żużla, który od czasu do czasu tli się wygasającymi płomieniami. Dym na dużej przestrzeni miasta. Na drogach nie ma absolutnie żadnego ruchu.

… Nie widzę w tych warunkach rezultatu pomocy. Przy operacjach nad Niemcami straty wynoszą od 3 do 5 proc. W operacjach nad Polską przenoszą 30 proc. Kraj daje znać, że wiele samolotów nie dolatuje, ale wiele zrzutów wpada w ręce niemieckie.

… Nie widzę realnej możliwości pomocy. Z polskiego punktu widzenia jest to samobójcze wybijanie lotników, na co Anglicy stanowczo się nie godzą. Mam najbliższą rodzinę w Warszawie, której nie spodziewam się już kiedykolwiek zobaczyć. Powstanie w Warszawie uważam za zbrodnię.”

   Generał Władysław Anders był dokładnie tego samego zdania. Wywołanie powstania w Warszawie wykorzystał Stalin i Hitler do unicestwienia stolicy Polski i zamordowania jej mieszkańców.

   W powstańczej Warszawie przebywały żona gen. Ludomiła Rayskiego – Stanisława Kuszelewska-Rayska – oraz ukochana pasierbica Ewa Matuszewska. Ewa była sanitariuszką AK i 26 września 1944 r. została zamordowana przez Niemców. Z kolei Stanisławie Kuszelewskiej-Rayskiej – pisarce i tłumaczce literatury pięknej – udało się przeżyć powstańczą gehennę i po wojnie złączyć z mężem. Przekazał on jej swoje krytyczne stanowisko wobec decyzji o wywołaniu powstania. A także  wobec braku realizmu powstańczego dowództwa, które domagało się zrzucenia do Warszawy 1. Samodzielnej Brygady Spadochronowej gen. Stanisława Sosabowskiego.

Czyj to był szatański pomysł? – pisała Kuszelewska-Rayska w liście do swojego pierwszego męża Ignacego Matuszewskiego. – Kto ubzdurał sobie, że powstanie zacznie się od desantu na Okęciu? Tego desantu czekano codziennie i mój mąż (Rayski) był trzy razy nad Warszawą ze zrzutami i mówi, że to było piekło, a desant dziecinną mrzonką. Stracili 30 załóg na 95 samolotów, które doleciały. I jak nieskończenie naiwni byliśmy – my. „Z siłą ukrytego pożaru muszą się liczyć najpotężniejsi na świecie” – piszesz. NIEPRAWDA. Chciałabym wierzyć, że krew ta nie została zmarnowana. Nie wierzę. Wobec Boga – tak. Wobec ludzi – po prostu w błoto.

Źródło: Raport generała Rayskiego, Piotr Zychowicz, (w:) Historia Do Rzeczy, 8/2017.

 

Władimir Wysocki

I nagle mózg rozsadzać zaczął czaszkę,/ wróciło to, co wraca nie od dziś:

Powstanie przypomniało się Warszawskie/ i polski ból w rosyjską wtargnął myśl.

Wzywali pomocy, błagali o broń,/ a nasi sztabowcy zatrzymali front.[…]

Czemu stały armie sześćdziesiąt trzy dni,/ patrząc jak Powstanie nurza się we krwi?

Ponoć był to akt, taka nasza gra,/ żeby wiedział Zachód, kto tu rację ma.

 

                  fragment „Dziennika podróżnego”

 

Polecamy: Andrzej Leon Sowa, Kto wydał wyrok na miasto. Plany operacyjne ZWZ-AK (1940-1944) i sposoby ich realizacji oraz po raz pierwszy z niemieckiej perspektywy, Hans von Krannhals, Powstanie Warszawskie 1944. Praca niemieckiego historyka wcześniej znana tylko wąskiemu kręgu specjalistów, w 2017 roku trafiła także dzięki tłumaczeniu do polskiego czytelnika.

   Reasumując, polska polityka w okupowanym kraju powinna ograniczać się do działań defensywnych (wywiad, propaganda i informacja, sabotaż, tajne nauczanie, dokumentowanie działań okupanta niemieckiego i sowieckiego) , żeby straty ludzkie i materialne maksymalnie ograniczyć. W obliczu zmagań na Wschodzie Armia Krajowa powinna stać z bronią u nogi i nie angażować się w walki między Niemcami i Sowietami. Zachować neutralność, bronić Polaków m.in. przed UPA, organizować się i czekać, aż „przewali” się front i wówczas podjąć działania w duchu ograniczenia strat wynikających z pozostawienia Polski przez sojuszników w sowieckiej strefie wpływów.

Pakt Ribbentrop-Mołotow  –  Pakt Ribbentrop-Beck ?! Ja nie mam wątpliwości.

Hans von Herwarth – dyplomata, osobisty sekretarz ambasadora Niemiec w Moskwie, arystokrata, konserwatysta i liberał, przyzwoity człowiek. Wspomnienia „Między Stalinem a Hitlerem”.

   Dyplomata, podobnie jak jego szef, był przeciwnikiem Hitlera. Pogardzał jego ideologią i metodami. W 1939 r. Herwarth był przerażony polityką Hitlera, która pchała Niemcy i Europę wprost ku przepaści. Dlatego zdecydował się na śmiały i ryzykowny krok. Nazajutrz po podpisaniu paktu Ribbentrop-Mołotow spotkał się z zaprzyjaźnionym dyplomatą amerykańskim Charlesem E. Bohlenem i …przekazał mu z pamięci tajny protokół paktu niemiecko-sowieckiego! Jest to fakt niezwykle ważny dla zrozumienia rozgrywki, która doprowadziła do upadku Polski w roku 1939. Dzięki odwadze Herwartha Zachód od razu wiedział o planie podziału Rzeczypospolitej między Hitlera a Stalina. A mimo to nie raczył o tym poinformować swojej wiernej sojuszniczki znad Wisły. Dlaczego? Ponieważ Brytyjczycy i Francuzi obawiali się, że Polska – wiedząc, iż czeka ją wojna na dwa fronty – skapituluje przed niemieckimi żądaniami. To zaś oznaczało, że Hitler mógłby rozpocząć wojnę od ataku na Zachód. Cały misterny plan Brytyjczyków – skierowania pierwszego uderzenia Rzeszy na Polskę – spaliłby wówczas na panewce. Takich mieliśmy „sojuszników”!

    Reasumując, w polityce należy kierować się tylko polską racją stanu i nie oglądać się na innych, czy nas poklepią po plecach, czy zganią. Piłsudski swoim współpracownikom kazał zrobić wszystko, żeby Polska do wojny przystąpiła pod koniec wojny, w okresie wyraźnego przesilenia.